Freska: „Odrzuciłam wymarzone wydawnictwo, żeby zrobić to po swojemu” POSŁUCHAJ ROZMOWY.

Są artyści, którzy tworzą obrazy.
I są też tacy, którzy przy okazji malowania próbują zrozumieć człowieka. Jego pęknięcia, czułość, mechanizmy obronne, samotność i sposób, w jaki patrzy na świat. Aleksandra Hałat, czyli Freska, zdecydowanie należy do tej drugiej grupy.

Pod tekstem pełny zapis naszej rozmowy w audycji Na Stykach

Malarka, której twórczość od dawna krąży wokół emocji, relacji i szeroko rozumianej wrażliwości, była gościnią mojej audycji. Punktem wyjścia do rozmowy stał się projekt „Ludzie Koty”, który dziś funkcjonuje już znacznie szerzej niż tylko jako seria obrazów. To także książka dostępna w preorderze, a całość naturalnie przenika się również z muzyką, między innymi za sprawą jej męża Filipa, czyli PanFresko.

Bo „Ludzie Koty” to nie tylko zbiór portretów. To bardziej wejście do czyjegoś świata. Intymnego, momentami chaotycznego, budowanego przez dwa lata z rozmów, spotkań, emocji, ryzyka i konsekwencji. Wśród bohaterów projektu znaleźli się między innymi Abradab, Białas, CNE, Donguralesko, Paluch, Szpaku czy Żabson, ale podczas naszej rozmowy najciekawsze było chyba właśnie to, co dzieje się pomiędzy samym obrazem a człowiekiem, który za nim stoi.

Rozmawiałyśmy o wrażliwości. Takiej prawdziwej, nieinstagramowej. O byciu ze zwierzętami i o niezgodzie na ich cierpienie. O tym, że empatia bardzo często nie kończy się na ludziach, a czasem wręcz od nich się oddala. O granicach i ich przesuwaniu również tych własnych. O momentach, kiedy człowiek tak bardzo chce dowieźć projekt, ambicję albo wyobrażenie o sobie, że może ryzykować zgubienie własnej prawdy.

I było w tym wszystkim coś bardzo szczerego. Bez pozy artystki opowiadającej o „procesie twórczym”. Raczej człowiek, który doskonale wie, ile kosztuje stworzenie jednej pracy. Nie tylko finansowo, choć materiały, druk, reprodukcje czy jakość wydania książki również mają swoją cenę. Chodzi bardziej o czas, skupienie, doświadczenie i ogromne rzemiosło, którego często zwyczajnie nie widać.

Bo jeden portret to nie jest „ładny obrazek”. To godziny pracy, znajomość materiałów, światła, anatomii, koloru, napięć, emocji i tego trudnego momentu, w którym trzeba zdecydować, kiedy obraz naprawdę jest skończony. O powszechnym przekonaniu, że sztuka „po prostu się dzieje”, podczas gdy za każdym takim projektem stoi gigantyczna ilość niewidzialnej pracy.

„Ludzie Koty” wydają się właśnie trochę o tym. O rzeczach, których na pierwszy rzut oka nie widać. O relacjach, emocjach i próbie uchwycenia czegoś prawdziwego, zanim przykryje to poza, wizerunek albo tempo świata.

I może dlatego ten projekt działa nie tylko jako album czy książka. Bardziej jako ślad po bardzo intensywnej drodze.

POSŁUCHAJ TUTAJ:

Zapraszam. Aleksandra Buczyńska.

Udostępnij